knh-newsletter.png
marzec 2014

 

Newsletter


 

Joanna Dufrat

Pod komendą Piłsudskiego: kobiety w formacjach legionowych w okresie I wojny światowej

Józef Piłsudski nigdy nie ukrywał, że jest przeciwnikiem powoływania kobiet do służby wojskowej. Sądził, że o wiele ważniejszą rolę mogą one odegrać w formacjach pomocniczych, działających na zapleczu ruchu zbrojnego, tj. w intendenturze, aprowizacji, służbie sanitarnej, kurierskiej i wywiadowczej. „Uważam – miał powiedzieć – że kobiety nadają się do każdej pracy pomocniczej w wojsku, przed frontem i na tyłach armii. Przemyślałem te sprawy i uważam, że praca w formacjach ściśle wojskowych nie nadaje się dla kobiet, ale gdzie indziej na tyłach armii do każdej pracy mogą być użyte, aby zastąpić mężczyznę, a przez to zwiększyć szeregi armii”[1]. Stąd też jeszcze przed wybuchem wojny kobiety zostały dopuszczone do udziału w pracach paramilitarnych prowadzonych przez Piłsudskiego na terenie Galicji. Początkowo, tj. w latach 1910-1912, kobiety tworzyły sekcje żeńskie funkcjonujące przy męskich Związkach Strzeleckich, a od 1912 r., gdy konflikt na Bałkanach rozbudził w Polakach nadzieje na szybki wybuch wojny, powołały samodzielne żeńskie oddziały paramilitarne. Program szkolenia strzelczyń został dostosowany do koncepcji Piłsudskiego zakładającej w przyszłości prowadzenie wojny partyzanckiej przeciwko Rosji. Obejmował on m.in. organizację i dyslokację wojska rosyjskiego, terenoznawstwo, technikę dywersyjną, łączność oraz służbę polową. Piłsudski przewidywał, że członkinie oddziałów strzeleckich będą stanowiły podstawę akcji kuriersko-wywiadowczej i dywersyjnej na terenie Królestwa Polskiego.

Tak też się stało. Gdy po wybuchu wojny 6 sierpnia 1914 r. strzelcy wkroczyli na teren Królestwa, wraz z nimi wyruszyły, pełniąc służbę wywiadowczą i intendencką, członkinie oddziałów strzeleckich. Najwcześniej, bo już 2 sierpnia, z zadaniem przeprowadzenia wywiadu przygranicznego w okolicy Słomnik skierowana została do Królestwa Zofia Zawiszanka. Z kolei 7 sierpnia do Miechowa wyruszyły: Janina Benedekówna, Stefania Fedkowiczówna i Wanda Smolikówna, które weszły w skład patrolu sanitarnego, oraz wywiadowczynie: Aleksandra Szczerbińska (przyszła żona Józefa Piłsudskiego) i Wanda Wasilewska. Trzy dni później, 10 sierpnia, przydział do IX Kompanii Piechoty w charakterze oficera prowiantowego otrzymała Ludmiła Modzelewska. Sformowany został również oddział sanitarny pod dowództwem Zofii Dobijanki, którego członkinie od jesieni pracowały jako pielęgniarki w wojskowym szpitalu zakaźnym w Jabłonkowie na Śląsku Cieszyńskim. Należy jednak podkreślić, że w większości przypadków obowiązki kobiet, które sprawowały służbę przy oddziałach strzeleckich w Królestwie, nie były sprecyzowane. Zależnie od potrzeb i okoliczności kobiety pełniły funkcje prowiantowych i sanitariuszek oraz prowadziły działalność agitacyjną wśród ludności w miejscach postoju oddziałów. Wyjątek pod tym względem stanowiły członkinie  elitarnego Oddziału Wywiadowczego, o którym jeszcze będzie mowa, do którego rekrutację rozpoczęto wraz z wybuchem wojny.

Po przekształceniu oddziałów strzeleckich w Legiony Polskie, co nastąpiło w drugiej połowie sierpnia 1914 r., rozpoczęło się usuwanie kobiet ze służby w oddziałach liniowych. Rozkaz w tej sprawie, nakazujący odesłanie „z powrotem do Krakowa wszystkich niewiast ciągnących z armią” wydał Piłsudski po wymarszu oddziałów z Kielc, tj. około 10 września. Wspominała o tym jedna ze strzelczyń, która w połowie listopada 1914 r. rozmawiała z Piłsudskim. Jak relacjonowała: „Ob. Komendancie – zapytałam – a niewiasty? Co się z nimi stało? Oczy Komendanta nabrały blasku wesołości, gdy mi odpowiadał: Cóż to, nie wiecie o rozkazie, który wszystkie niewiasty usunął z linii?”. Zachował się także rozkaz Komendanta Okręgu Zagłębia Dąbrowskiego do Komendy Placu w Dąbrowie Górniczej z 8 listopada 1914 r. nakazujący „ewakuować z Dąbrowy wszystkie kobiety, o ile nie są rzeczywiście czynne przy Komendzie czy Komisariacie. Mogą się udać również do Ostrawy [tam znajdował się szpital – J.D.], gdzie być może znajdą zajęcie. U nas absolutnie więcej kobiet nie trzeba niż norma”. Rozkaz podkreślał przy tym wyraźnie, że ma to być „norma możliwie najmniejsza”.

Stanisława Waroczewska (ps. "Ewa"). Komendatka sekcji listonoszy Oddziału Żeńskiego POW w Warszawie.

Przyczynę wydania rozkazu należy upatrywać przede wszystkim w tym, że od 8 września 1914 r. Legiony przeszły na etat intendentury austriackiej. Od tej pory formacje legionowe pobierały wyposażenie z magazynów garnizonowych albo zapasów tych jednostek austro-węgierskich, którym aktualnie podlegały pod względem taktycznym, co spowodowało, że zaangażowanie kobiet, niezbędne w pierwszym okresie tworzenia wojska polskiego, nie było już potrzebne. Wrześniowy rozkaz o usunięciu kobiet z oddziałów legionowych był również wynikiem, jak można przypuszczać, niechęci żołnierzy do obecności kobiet w wojsku w ogóle, a na froncie w szczególności, nawet w charakterze sanitariuszek i oficerów prowiantowych. Z powodu znikomej ilości źródeł trudno ustalić, jak na co dzień układały się relacje kobiet z legionistami, z którymi stykały się one podczas pełnienia obowiązków. Obraz, jaki wyłania się ze wspomnień kobiet, nie jest jednak jednoznacznie pozytywny. Obecność kobiet w oddziałach legionowych stanowiła wyzwanie dla męskiego świata. Żołnierze wyraźnie nie byli pewni, jak mają te kobiety traktować.

Tylko niektórym strzelczyniom udało się znaleźć zajęcie związane bezpośrednio z ruchem wojskowym. Na przykład Alina Pytlakowska, która początkowo zgłosiła się do kolumny sanitarnej, została sanitariuszką I Brygady Legionów. Barbara Kossuthówna otrzymała natomiast skierowanie do pracy w szpitalu polowym w Jabłonkowie, gdzie na leczenie przysyłano strzelców. Więcej szczęścia miała Ludmiła Modzelewska, która pod koniec października opuściła Radom wraz z transportem rannych, a po przybyciu do Krakowa otrzymała rozkaz wymarszu z I Pułkiem Piechoty Legionów do Suchej Beskidzkiej, gdzie zajmowała się m.in. prowiantują, intendenturą i pracą w szpitalu wojskowym.

Wybrane strzelczynie otrzymały przydział do Oddziału Wywiadowczego. Proces jego formowania trwał od sierpnia do września 1914 r., kiedy ukształtowała się jego struktura i podstawowy skład osobowy. Początkowo jednostka terenowo i organizacyjnie związana była bezpośrednio z oddziałem strzeleckim Piłsudskiego, do którego kierowano meldunki z rozpoznania wywiadowczego. Żeński Oddział Wywiadowczy stanowił część składową Oddziału Wywiadowczego, który w momencie wejścia strzelców do Królestwa nosił nazwę Oddziału Wywiadowczego Wojsk Polskich, następnie – do 27 sierpnia – Oddziału Wywiadowczego I Pułku Piechoty Legionów, a od 19 grudnia 1914 r. – I Brygady Legionów.

Kobiecą służbą kuriersko-wywiadowczą, która podlegała komendantowi Oddziału Wywiadowczego Rajmundowi Jaworowskiemu, zawiadywała na co dzień Aleksandra Szczerbińska. We wspomnieniach wywiadowczyń jej rola określana jest jako rola „kierownika” lub „opiekuna”. Polegała ona przede wszystkim na koordynacji pracy wywiadowczyń, przydzielaniu im zadań wyznaczonych przez Jaworowskiego, dbaniu o warunki socjalne członkiń oddziału oraz udzielaniu im wszelkiej pomocy w przygotowaniu się do misji wywiadowczej (np. wybór trasy, dostarczenie adresów).

 

Zofia Zawiszanka (ps. "Anna Wiśnowiecka"). Założycielka oddziału PDS w Krakowie. Pierwsza wywiadowczyni Kadrówki.

Do oddziału przyjmowano członkinie Związków Strzeleckich oraz młode kobiety należące do politycznych organizacji niepodległościowych, które znały język rosyjski. Przeważały wśród nich studentki uniwersytetów. Były także nauczycielki i publicystki, a nawet krawcowe. Najmłodsze z wywiadowczyń liczyły po 20 lat, najstarszą była Waleria Golińska (ps. „Babcia”), która przekroczyła 65. rok życia.

W działalności Oddziału Wywiadowczego wyznaczyć można dwa okresy. Pierwszy, trwający od sierpnia 1914 do cofnięcia się wojsk Piłsudskiego pod Nowy Korczyn i Opatowce w dniach 16-24 września – to okres wywiadów taktycznych, czyli prowadzonych w strefie planowanych działań wojennych. W drugim okresie, trwającym od grudnia 1914 r. do likwidacji Oddziału Wywiadowczego w kwietniu 1915 r., wywiadowczynie – działając w warunkach wojny pozycyjnej – wykonywały przede wszystkim funkcje kurierskie.

W pierwszym okresie członkinie oddziału prowadziły wywiady na terenie położonym na lewym brzegu Wisły, gdzie koncentrowały się działania I Pułku Piechoty. Ich zadanie polegało wówczas przede wszystkim na dostarczaniu do Komendy w jak najkrótszym czasie danych o ruchach jednostek rosyjskich. „Pamiętajcie – instruował je Piłsudski w liście do Aleksandry Szczerbińskiej – że praca wasza polega na zbieraniu wiadomości niejako w stanie surowym. Sztab je zanalizuje i wybierze, co trzeba. Nie martwcie się tym, że czasem wyniki waszej pracy będą wydawały się wam błahe. Najmniejszy szczegół, na oko bez wartości, może się przydać, może odegrać wielką rolę w przygotowaniu planu”.

Wywiadowczynie musiały mieć zatem stały kontakt z nieprzyjacielem i regularnie przesyłać raporty, tak by teren w promieniu 40 – 60 kilometrów przed oddziałami I Pułku Piechoty był dobrze znany. Dlatego też część kurierek wyjechała wprost na trasę marszu strzelców, część zaś została rozesłana w innych kierunkach. Aby usprawnić przekazywanie wiadomości, rozpoczęto również budowę sieci wywiadowczych. Stacjonujące w nich osoby zbierały wiadomości z całej okolicy i przesyłały je bądź do punktu znajdującego się najbliżej miejsca stacjonowania Komendy Oddziału Wywiadowczego, bądź wprost do niej samej.

Pierwsza ekspozytura Oddziału Wywiadowczego została zorganizowana w Jędrzejowie, następne w Chęcinach i Kielcach oraz w Suchedniowie, Szydłowcu i Radomiu. System ten, przy jednoczesnej dużej mobilności kurierek, zapewniał w miarę systematyczne dostarczanie raportów do Komendy Oddziału Wywiadowczego. Świadczy o tym wypowiedź Piłsudskiego, który tak wspominał pracę swoich służb wywiadowczych w tym okresie: „Wpadł do mnie w Kielcach podpułkownik pruski ciągle z niepokojącymi wiadomościami o dziesiątkach tysięcy jazdy rosyjskiej, która idzie z Warszawy na Kielce i Kraków […]. Powiedziałem mu, że biorę na siebie odpowiedzialność za bezpieczeństwo kieleckiego garnizonu i ręczę, że niespodziewanie napadnięci nie będziemy. Wielka jest zaiste zasługa Beliny [Władysława Prażmowskiego, dowódcy I Szwadronu Ułanów – J.D.] i mego biura wywiadowczego, złożonego prawie wyłącznie z kobiet – dodał Piłsudski – że mogłem wówczas posiadać dane o nieprzyjacielu. Belina dokonywał po prostu cudów. […] Jeszcze bardziej ofiarnie pełniły służbę kobiety. Na furmankach tłukły się one samotnie, po wszystkich drogach zataczając kręgi znacznie obszerniejsze niż jazda, bo sięgające do Warszawy, Piotrkowa i Dęblina. […] Sam więc byłem spokojny”.

 

Ludwika Daszkiewiczowa (ps."Stanisław Kepisz") Żołnierz III batalionu 2 pułku piechoty Legionów.

Raporty dostarczane przez Oddział Wywiadowczy były następnie przekazywane przez Piłsudskiego do sztabów Austrii i Niemiec. Kurierki obowiązywał rozkaz zabraniający udzielania jakichkolwiek informacji wywiadowczych wojskom sprzymierzonym. Spisywano je na cienkich wąskich bibułkach lub niewidocznym atramentem na specjalnych ręcznikach, które – bardziej bezpieczne w przypadku rewizji – zajmowały jednak dużo więcej miejsca. Doświadczenie pierwszych tygodni służby podpowiadało również, że – aby nie wzbudzać podejrzeń – podczas wypraw wywiadowczych kobiety powinny być ubrane – jak to określiła Zofia Zawiszanka – „bardzo przyzwoicie, jeśli już nie elegancko”. Z tego względu niedopuszczalne było zabieranie ze sobą plecaków, które ułatwiały długie wędrówki, jednak u osób cywilnych, szczególnie kobiet, wyglądały „podejrzanie”.

Ponieważ członkinie Oddziału Wywiadowczego tylko w wyjątkowych sytuacjach (ze względu na obowiązek meldunkowy) mogły korzystać z hoteli, jednym z największych problemów, z jakimi musiały się zmierzyć na trasie, było znalezienie miejsca na nocleg oraz wynajęcie koni. Pojawienie się obcej osoby w strefie przyfrontowej wzbudzało bowiem zarówno strach i nieufność miejscowej ludności, jak i czujność władz wojskowych. Niemniej należy podkreślić, że – poruszając się po terenie operacyjnym – wywiadowczynie na ogół dobrze orientowały się w głębokości frontu i dyslokacji wojsk obu walczących stron, dlatego też przedostanie się na drugą stronę frontu nie nastręczało im większych trudności, choć było bardzo niebezpieczne.

Sytuacja uległa zmianie w listopadzie i grudniu 1914 r. wraz ze stabilizacją frontów i powstaniem linii stałych okopów. Na linii tej, biegnącej na froncie wschodnim wzdłuż Niemna, Narwi, Bzury, Pilicy, Nidy, Dunajca i Białej do Karpat, i dalej wzdłuż granicy rumuńskiej, rozłożyły się wojska przeciwników, rozbudowując stałe stanowiska w oczekiwaniu na rozpoczęcie wiosennej ofensywy. Przestrzeń między okopami zajmowały płaskie, wyraźnie widoczne łąki, uniemożliwiające przedostanie się przez nie osób cywilnych. „Front nad Nidą był praktycznie nie do przebycia” – wspominała wywiadowczyni Wanda Filipkowska. Okres ten wyznacza drugi etap działalności członkiń Oddziału Wywiadowczego. Odtąd koncentrowały się one przede wszystkim na służbie kurierskiej, zapewniając łączność między Warszawą a Sztabem I Brygady. Zwiększyła się również ich rola polityczna, ponieważ oprócz nielegalnej literatury, rozkazów i poleceń Piłsudskiego, kurierki przewoziły także wiadomości dla sojuszników politycznych Komendanta w Warszawie.

Pierwszymi kurierkami, którym udało się nawiązać łączność z Warszawą, były Wanda Wasilewska, Władysława Długoszowa i Maria Domańska. Trasę wybierano w zależności od sytuacji na froncie, znajomości osób gotowych udzielić schronienia oraz doświadczenia w działalności konspiracyjnej. Przekraczanie linii bojowej wiązało się zawsze z ogromnym ryzykiem, zwłaszcza że częste wyjazdy kurierek wzbudzały czujność rosyjskiej żandarmerii. Przy próbie przechodzenia przez linię frontu zostały aresztowane m.in. Stefania Kudelska i Bronisława Bobrowska. Poza nimi w więzieniu rosyjskim znalazły się również Bronisława Tynikówna, Stefania Fedkowiczówna, Wanda Wasilewska, Waleria Golińska i Janina Benedekówna. Wiele kobiet było poszukiwanych przez Rosjan, ale – co należy podkreślić – podczas pełnienia służby nie zginęła żadna kurierka.

W służbę w Oddziale Wywiadowczym zaangażowanych było 46 kobiet. W 1917 r. Komendant Piłsudski odznaczył dwadzieścia z nich odznaką I Brygady „Za Wierną Służbę”. Siedem kurierek otrzymało Krzyż Virtuti Militari. Do odznaczenia Krzyżem Walecznych podano 17 kurierek.

Wiosną 1915 r., w związku z kryzysem w stosunkach z Piłsudskim, austriackie władze wojskowe rozkazem z 25 marca 1915 r. podjęły decyzję o rozwiązaniu Oddziału Wywiadowczego I Brygady. Formalna likwidacja jednostki wywiadowczej trwała do końca tegoż roku. Chociaż wiele z jego członkiń nadal aktywnie działało w ruchu niepodległościowym, to jednak miały świadomość, że wraz z zakończeniem służby wywiadowczej – jak zauważyła jedna z wywiadowczyń – kobiety utraciły „jedyny prawie dostępny im rodzaj służby frontowej”.

Rozwiązanie Oddziału Wywiadowczego oraz wcześniejszy rozkaz usuwający kobiety z oddziałów legionowych nie oznaczały jednak, że w oddziałach liniowych kobiet nie było. Przeciwnie. W trakcie działań bojowych Legionów Polskich prowadzonych w Karpatach i na Wołyniu w okresie 1915-1916 r. w szeregach oddziałów frontowych znajdowały się kobiety. Jakkolwiek nie było to szersze zjawisko, warto o nim pamiętać, tym bardziej, że aby odbyć służbę wojskową wiele z nich zdecydowało się na założenie męskiego stroju i przyjęcie męskiego pseudonimu. Należy przy tym podkreślić, że – jak się wydaje – zdecydowana większość spośród nich wykluczała walkę z bronią w ręku. Chodziło im raczej o udział w służbach łącznościowych, aprowizacyjnych i sanitarnych funkcjonujących przy jednostkach frontowych. Taki zakres ich pracy przewidywało zresztą szkolenie w oddziałach strzeleckich.

Niestety liczba kobiet służących w oddziałach frontowych Legionów ze względu na brak materiałów archiwalnych jest niemożliwa do ustalenia. Z pewnością było ich niewiele. Jeśli chodzi o kobiety, których nazwiska znamy, w zdecydowanej większości przypadków nie wiadomo, kiedy i w jaki sposób zostały one przyjęte do oddziałów ani w jakich okolicznościach zakończyły swoją służbę. Wiadomo jedynie, że we wspomnianym okresie w I Brygadzie Legionów służyły w charakterze sanitariuszek: Alina Pytlowska, Wanda Wisłocka, Olga Stawecka i Ludmiła Modzelewska, natomiast w II Brygadzie: Eugenia Staszewska, Maria Szyszłowska, Maria Domaniowa, dr L. Woyczyńska, Porodkówna i Janina Prus-Niewiadomska. Ponadto w Legionach pełniły służbę w męskim przebraniu: Kazimiera Niklewska (jako „Kazimierz Niklewski”), Maria Wołoszyńska (jako „Alfred Wołoszyński”), Ludwika Daszkiewiczowa („Stanisław Kepisz”) i Maria Błaszczykówna („Tadeusz Zalewski”), które z końcem sierpnia 1914 r. otrzymały przydział do III Batalionu II Pułku Piechoty w charakterze sanitariuszek. Ludwika Daszkiewiczowa służyła wcześniej w Batalionie Uzupełnień kpt. Andrzeja Galicy.

Od grudnia 1914 r. w I Batalionie II Pułku Piechoty służyła Zofia Plewińska (pseudonim „Leszek Pomianowski”) – początkowo jako łącznik konny przy sztabie batalionu, następnie rozpoczęła służbę żołnierza piechoty. Plewińska była ponadto dowódcą patrolu sygnalizacyjnego, a w lutym 1915 r. pracowała przy powiększaniu map dla sztabu w komendzie batalionu w Jędrzejowie.

Zimą 1916 r. do V Baterii I Pułku Artylerii I Brygady Legionów, potem zaś do II Baterii Haubic przydzielona została Wanda Gertzówna („Kazik Żuchowicz”), która pełniła tam służbę na stanowisku kanoniera. Służyła również w batalionie łączności, zajmując się obsługą, zakładaniem i naprawą uszkodzonych linii telegraficznych.

Wanda Gertzówna (ps. "Kazik Żuchowicz") Żołnierz 1 pułku artylerii I Brygady Legionów.

Wobec rozkazu Piłsudskiego od końca 1914 r. dostanie się na linię drogą oficjalną było dla kobiet praktycznie niemożliwe. O „kategorycznym zakazie służby liniowej” wiedziała zarówno Gertzówna, jak i Plewińska, którą poinformowano o tym w komendzie wojskowej w Krakowie. Dlatego też, aby dostać się do służby w oddziale frontowym, musiały one szukać pomocy życzliwych oficerów, a także wykorzystywać sprzyjające okoliczności. W przypadku Zofii Plewińskiej, sanitariuszki w szpitalu wojskowym w Jabłonkowie, taką życzliwą osobą okazał się dowódca I Batalionu V Pułku Piechoty, Mieczysław Sław-Zwierzyński, który zgodził się przyjąć ją do swojego batalionu. Wkrótce też wyjechała z nim do pododdziału I Brygady, kwaterującej pod koniec grudnia 1914 r. w Lipnicy Murowanej.

Znacznie trudniejszą drogę przebyła Wanda Gertzówna, która w męskim ubraniu, razem z grupą rekrutów wyjechała do punktu werbunkowego w Lublinie. Tam domyślono się, że jest kobietą, ponieważ odmówiła poddania się badaniom lekarskim. Mimo to jeden z obecnych przy rozmowie poruczników obiecał jej, że pomoże znaleźć oficera, który zgodziłby się ją zabrać do oddziału frontowego. Kazano jej udać się do biura werbunkowego w Piotrkowie, skąd dzięki pomocy Michała Romera, polityka polsko-litewskiego, oraz porucznika Kierszniewskiego wyjechała do wsi Czeremeszno, gdzie była rozlokowana V Bateria I Pułku Artylerii. W obydwu przypadkach przyszłe legionistki uzyskały nie tylko akceptację dowódców jednostek, w których miały służyć, ale także pomoc w przystosowaniu się do warunków frontowych. Plewińska otrzymała przydział do plutonu „złożonego prawie wyłącznie ze skautów”, dzięki czemu znalazła się w towarzystwie bardzo młodych chłopców, wśród których – jak stwierdziła – „nie raziła”. Z kolei Wanda Gertzówna wspominała, że – nie zdając sobie z tego sprawy – drogę do miejsca przeznaczenia dzieliła w pociągu z dowódcą I Pułku Artylerii mjr. Ottokarem Brzozą-Brzeziną. Po przybyciu do Kowla została poinformowana, że major wie, kim ona jest, i że postanowiono, aby przez pierwsze trzy tygodnie pozostała w Kowlu przy magazynie artylerii „celem zapoznania się ze służbą i ludźmi”, później zaś otrzyma przydział do baterii. Na ogół też żołnierze w jednostce zdawali sobie sprawę, że w ich oddziale znajduje się kobieta. Nie spotkały ich jednak z tego powodu żadne przykrości. Inaczej było w przypadku Wandy Gertzówny, ponieważ przez cały okres pobytu w służbie legionowej poza kilkoma osobami zdołała ona ukryć swoją prawdziwą tożsamość. Nie wiedział o niej nawet dowódca baterii, mimo że raz wzbudziła jego podejrzenia, gdy z chorą nogą odmówiła udania się do sanitariusza.

Wszystkie legionistki pełniły służbę z ogromnym poświęceniem i odwagą, chociaż tylko Gertzówna, jako jedyna z obecnych na linii kobiet, o których wiemy, miała możliwość wykazania się w walce. Uczestniczyła bowiem w walkach nad Styrem i Stochodem w sierpniu 1916 r. Na początku listopada 1915 r., opatrując podczas walk pod Kostiuchnówką rannego żołnierza, poniosła śmierć Maria Błaszczykówna. Kilka dni później w tej samej bitwie i w podobnych okolicznościach do niewoli rosyjskiej dostała się Ludwika Daszkiewiczowa, gdzie przebywała do czerwca następnego roku. „Podczas tych walk – zanotowała później Maria Wołoszyńska – z nas trzech kobiet, znajdujących się w batalionie, ja tylko ocalałam i zapewne stało się to dzięki rozkazowi, zatrzymującemu mnie w punkcie opatrunkowym”. W niecały rok później, 4 lipca 1916 r., i ona została ranna na tym samym odcinku frontu nad Styrem, podczas gdy ostrzeliwano namiot sanitarny w Kamieniusze.

Obecność kobiet na froncie na ogół nie trwała długo. Plewińska służyła od 25 grudnia 1914 do maja 1915 r. Gertzówna – od 8 lutego do sierpnia 1916 r. Wołoszyńska, która miała najdłuższy staż, od sierpnia 1914 do lipca 1916 r. Należy jednakże podkreślić, że u żadnej z legionistek, której wspomnienia zachowały się, przyczynę odejścia ze służby nie stanowił fakt, że była kobietą. Głównym powodem odesłania Wołoszyńskiej na tyły, do pracy w szpitalu w Krakowie, była rana odniesiona kilka dni wcześniej. Zofia Plewińska otrzymała natomiast rozkaz stawienia się w szpitalu polowym, aby pełnić obowiązki sanitariuszki z polecenia lekarza, ponieważ do końca nie wyleczyła się z przebytego przeziębienia. I nie mógł to być pretekst, skoro – jak sama podała – wkrótce rozwinęło się zapalenie płuc, które uniemożliwiło jej powrót do szeregów. Z kolei Wanda Gertzówna odeszła z wojska w sytuacji pogłębiającego się kryzysu w stosunkach Piłsudskiego z AOK (Armee Oberkommando – austriacką Naczelną Komendą Armii). W szeregach żołnierskich coraz częściej mówiono bowiem o możliwości likwidacji Legionów i ustąpienia Komendanta. Ponieważ Wanda Gertzówna miała już za sobą sześciomiesięczną służbę i całkowicie zniszczony mundur, zaproponowano jej urlop. Gertzówna zgodziła się na niego, mając nadzieję, że w tym okresie rozstrzygnie się sprawa przyszłości I Brygady. Jednak kilka dni po wyjeździe z frontu dotarła do niej wiadomość o dymisji Piłsudskiego[2]. „Nie było po co wracać” – napisała później Gertzówna o swojej decyzji rozstania ze służbą wojskową. Również Olga Stawecka wystąpiła z wojska po kryzysie przysięgowym[3], od listopada 1917 do końca 1918 r. pracując jako sanitariuszka w szpitalach w Bochni i w Przemyślu. Natomiast Ludwika Daszkiewiczowa, która dzięki wymianie jeńców powróciła z niewoli 20 czerwca 1916 r., po krótkim pobycie w szpitalu ponownie znalazła się w II Pułku Piechoty, a od grudnia 1916 r. otrzymała przydział do IV Pułku Piechoty w charakterze instruktora oświatowego.

Dla wielu kobiet rozstanie ze służbą wojskową nie było ostateczne. Zofia Plewińska, Janina Prus-Niewiadomska, Olga Stawecka, Wanda Gertzówna i Ludwika Daszkiewiczowa brały udział w latach 1918-1921 w walkach polsko-ukraińskich w Galicji Wschodniej jako członkinie pierwszej na ziemiach polskich kobiecej formacji wojskowej – Ochotniczej Legii Kobiet [OLK]. Olga Stawecka była komendantką batalionu OLK we Lwowie, a w lipcu 1920 r. dowodziła kampanią OLK w czasie obrony Wilna. Batalionem wileńskiej OLK kierowała podczas tych walk Wanda Gertzówna.

Piłsudski docenił rolę Polek w zorganizowanym i kierowanym przez niego ruchu zbrojnym. „Pierwsze poszły za nami kobiety – stwierdził po latach. – Kobiety odczuły silnie piękno życia, odczuły tę przekorę legionową, która szła wbrew całemu światu, która szła przebojem przeciw własnemu społeczeństwu, żądając od niego, jeśli nie uznania, to szacunku dla polskiego żołnierza. […] Śmiać się można z przesadnych nieraz zachwytów i adoracji, jakie nam towarzyszyły. Lecz są one świadectwem głębokiej wartości wewnętrznej tego przejawu życia polskiego, jakim byliśmy”[4].

 

Dr hab. Joanna Dufrat jest adiunktem w Zakładzie Historii Polski i Powszechnej XIX i XX wieku w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Jej zainteresowania badawcze obejmują historię społeczno-polityczną I wojny światowej i dwudziestolecia międzywojennego, ze szczególnym uwzględnieniem  politycznej aktywności kobiet  i przemian obyczajowych. Publikacje: Kobiety w kręgu lewicy niepodległościowej. Od Ligi Kobiet Pogotowia Wojennego do Ochotniczej Legii Kobiet (1908-1918/1919) (2001);  Migracje Polek do Francji w okresie międzywojennym, w: Kobiety i procesy migracyjne, red. A. Chlebowska, K. Sierakowska (2010); W służbie obozu marszałka Józefa Piłsudskiego. Związek Pracy Obywatelskiej Kobiet (1928-1939), Kraków 2013.

 


[1] A. Piłsudska, Udział kobiet w walkach o niepodległość, „Niepodległość” (Londyn) 1955, t. 5, s.182. Podstawowym źródłem do poznania udziału kobiet w ruchu wojskowym są wspomnienia i relacje kobiet zaangażowanych bezpośrednio w ruch niepodległościowy, które to wspomnienia znalazły się w dwuczęściowym wydawnictwie opracowanym pod red. m.in. A. Piłsudskiej, M. Dąbrowskiej i W. Pełczyńskiej: Wierna służba. Wspomnienia uczestniczek walk o niepodległość 1910-1915, Warszawa 1927 oraz: Służba ojczyźnie. Wspomnienia uczestniczek walk o niepodległość 1915-1918, Warszawa 1929. Warto wspomnieć także o dzienniku Z. Zawiszanki, Poprzez fronty. Pamiętnik wywiadowczyni I Pułku Piechoty Legionów w 1914 r. Na podstawie notatek spisanych w II-III 1915 r., Warszawa 1928. Zob. też monografię poświęconą aktywności kobiet w ruchu piłsudczykowskim: J. Dufrat, Kobiety w kręgu lewicy niepodległościowej. Od Ligi Kobiet Pogotowia Wojennego do Ochotniczej Legii Kobiet (1908-1918/1918), Toruń 2001.

[2] Piłsudski złożył ją 29 lipca 1916 r., a została przyjęta 26 września.

[3] W lipcu 1917 r. Piłsudski wezwał żołnierzy Legionów Polskich do nieskładania przysięgi na wierność cesarzom Austrii i Niemiec. Było to warunkiem włączenia Legionów do oddziałów „Polnische Wehrmacht”, organizowanych przez niemieckiego generała-gubernatora Hansa von Beseler po wydaniu tzw. aktu 5 XI 1916 r. Większość żołnierzy I i III Brygady demonstracyjnie uchyliła się od przysięgi 9 lipca 1917. Przysięgę złożyła tylko część żołnierzy II Brygady, od samego początku słabo związanych z Piłsudskim (jej dowódcą był gen. J. Haller). Żołnierze ci zasilili odział „Polnische Wehrmacht” – nazwany tymczasem Polskim Korpusem Posiłkowym – pod niemieckim dowództwem i rekrutowany z poboru. Legioniści, którzy odmówili złożenia przysięgi, zostali internowani w obozach: żołnierze w Szczypiornie, zaś oficerowie w Beniaminowie.

[4] J. Piłsudski, O wartości żołnierza Legionów. Odczyt wygłoszony we Lwowie dn. 5 VIII 1923 r. na II Zjeździe Legionistów, „Żołnierz Legionów” 1937, nr 1, s. 9.